Ukraińskie Bieszczady 2016

Zachęceni opowieściami o magicznych ukraińskich Bieszczadach postanowiliśmy sprawdzić co kryje się na naszą wschodnią granicą.

Dojazd Największym wyzwaniem całej wyprawy było dotarcie na miejsce. Trasę pokonaliśmy w następujący sposób: PKS do Przemyśla, busik do granicy w Medyce, pieszo przez przejście graniczne Medyka-Szegini, busikiem z Szegini do Mościsk, autobusem z Mościsk do Sambora, pociągiem z Sambora do Sianek. Cała podróż po Ukraińskiej stronie zajęła jakieś 5-6 godzin, mimo, że do pokonania było ok. 150 km. Za to widoki i wrażenia z trasy - niezapomniane.

Na szlaku Trasę zaczynamy w Siankach, gdzie czerwonym szlakiem ruszamy na Pikuj - najwyższy szczyt Bieszczad (1408 m), a potem tą samą drogą wracamy aż do miejscowości Użok. Cała wędrówka zajęła nam 4 dni. Szlak jest oznaczony, a tam gdzie nie ma oznaczeń - są wydeptane ścieżki. Widoki po drodze są przepiękne: połoniny porośnięte jagodami, kwieciste łąki, w dolinach wioski ze świecącymi kopułami cerkwi.
Co najważniejsze nie ma tam prawie w ogóle ludzi. Po drodze spotykamy pojedyncze osoby - głównie mieszkańców okolicznych wiosek, którzy wypasają krowy na połoninach. Śpimy w namiocie, jemy to co przynieśliśmy ze sobą, myjemy się w strumyczku. Kilka dni bez prądu, internetu, cywilizacji - wspaniały odpoczynek. Na Pikuju spotkaliśmy żmiję zygzakowatą i uciekaliśmy przed burzą (nieskutecznie - i tak nas dopadła).

Powrót Ostatniego dnia schodzimy do cywilizacji i nocujemy we wsi Użok. Idziemy na pyszne ukraińskie piwo, jemy solidną kolację i nocujemy w ośrodku wypoczynkowym (który ma w ofercie kąpiele, masaże i łaźnie - niestety jest przed sezonem, więc nie dane nam było skorzystać). Następnego dnia idziemy piechotą do Wołosianki, aby przejechać się Koleją Zakarpacką, która na odcinku kilkunastu kilometrów pokonuje 6 tuneli i kilka wiaduktów. A potem: pociąg, autobus, busik, taksówka, nocny pks i jesteśmy z powrotem w Warszawie.

GALERIA