Transylwania (Rumunia) 2011

Do krainy Drakuli wybraliśmy się w sierpniu 2011 r. Była to pierwsza nasza wycieczka w rozszerzonym składzie - pojechali się z nami Tata i Brat Kuby.

Transport Do Bukaresztu dotarliśmy samolotem Lotu, a po Transylwanii poruszaliśmy się: pociągami, autobusami i autostopem. Pociągi są punktualne, o zróżnicowanym standardzie (czasami bardzo nowoczesne wagony, innym razem stare, rozklekotane składy). Ciekawostką są przerwy na papierosa, kiedy lokalny pociąg zatrzymuje się na stacji a większość pasażerów wychodzi zapalić. Autobusy dalekobieżne bywają zatłoczone do granic możliwości.
W Rumunii bardzo popularny jest autostop. Zwłaszcza w miejscach, gdzie nie dociera transport publiczny. Zwyczajowo za przejazd płaci się kierowcy kilka Ronów. Nigdy nie zdarzyło nam się czekać na okazję dłużej niż kilka minut. Kierowcy zawsze byli sympatyczni, niekiedy umawialiśmy się, że zabiorą nas z powrotem o określonej porze.

Kuchnia rumuńska to przede wszystkim pyszne zupy, czyli ciorby. Na przykład ciorba de burta to flaki przyprawione na ostro czosnkiem, z dużą ilością śmietany. Rumuni uwielbiają dania z grilla i dania mięsne m.in. małe zawijaski z mięsa z podawane z musztardą - mici lub rodzaj gulaszu z warzywami - tochitura). Jako dodatek - obowiązkowo mamałyga. Wspaniałym deserem okazały się papanasi - smażone racuchy polane śmietaną i dżemem z jeżyn.

Noclegi W trakcie tej wycieczki postawiliśmy na spontaniczne decyzje i nie rezerwowaliśmy wcześniej noclegów. Słusznie - ponieważ nie mieliśmy problemów ze znalezieniem miejsca do spania. Wyjątkiem był Sybin, gdzie przyjechaliśmy w czasie festiwalu muzycznego. Nocowaliśmy na kwaterach prywatnych, które oferują bardzo dobry standard i niskie ceny (od 35 do 80 Ronów za osobę, za noc) . Najładniejszy nocleg znaleźliśmy w Sinai. Zatrzymaliśmy się w zabytkowym pałacyku i dostaliśmy pokój na szczycie wieży.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Bukaresztu, gdzie spędziliśmy tylko kilka godzin. Miasto pozostawiło w nas mieszane uczucia - dużo remontów, plątanina kabli elektrycznych nad ulicami. Duże wrażenie robią małe cerkiewki wciśnięte między wielkie kamienice i ogromny gmach parlamentu.

Kolejnym punktem naszej wycieczki była Sinaia. Miasteczko ma śliczną architekturę (dużo drewnianych pałacyków z wieżyczkami) i stanowi niezły punkt wypadowy w góry Bucegi. Koniecznie trzeba zwiedzić zamek Peles.

Wśród transylwańskich grodów największe wrażenie zrobił na nas Sybin (Sibiu). Jest to urocze średniowieczne miasto z ogromną starówką, wąskimi uliczkami, kamieniczkami pokrytymi pomarańczową dachówką. Charakterystycznymi punktami są Most Kłamców i Wieża Ratuszowa, z której można zobaczyć panoramę miasta. Ciekawym miejscem jest też skansen położony na obrzeżach miasta. Szczególnie interesująca jest cześć poświęcona wiatrakom i młynom. W czasie, gdy zwiedzaliśmy skansen, odbywał się tam festiwal wyrobów ludowych, więc udało nam się kupić kilka ciekawych prezentów.

Z Sybina wybraliśmy się na dwie wycieczki. Pierwszą do miejscowości Cisnadie i Cisnadioara. W obu miasteczkach znajdują się zabytkowe kościoły. Szczególnie interesujący okazał się kościół warowny w Cisnadie, w którym zajrzeliśmy w niemal każdy zakamarek - nawet na wieżę i na poddasze.

Druga wycieczka to przejazd Trasą Transfogarską. Z Sybina pociągiem dotarlićmy do miejscowości Carta, potem złapaliśmy stopa. Wysiedliśmy koło Balea Cascada (wodospadu) i dalszą część drogi, do jeziora Belea (Balea Lac) pokonaliśmy kolejką linową. Mieliśmy szczęście, ponieważ udało nam się uniknąć gigantycznego korku (na przełęczy 2000 m.n.p.m.!).. Na szczycie znajduje się jeziorko, kilka hoteli i bazarek z lokalnymi wyrobami. Widok na ciasne serpentyny Trasy Transfogarskiej zapiera dech w piersi. Drogę powrotną postanowiliśmy przejść jednym ze szlaków łączących górną i dolną stację kolejki. Szlak prowadził nas skalną granią około 6 godzin. Początkowo dobrze przygotowany i oznaczony, gwałtownie się popsuł kiedy już schodziliśmy do wodospadu. Na wysokości kosodrzewiny oznaczenia znikły i zaczęła się gęstwina krzaków. Po około dwóch godzinach udało nam się zejść do Trasy Transfogarskiej.

Sighisoara to miasteczko wpisane na listę UNESCO. Ma malutką, otoczoną murem starówkę. Symbolem miasta jest Wieża Zegarowa a najbardziej znanym zabytkiem - dom, w którym podobno urodził się Hrabia Drakula.
Z Sighisoary wybraliśmy się do Biertan, gdzie zwiedziliśmy największy, otoczony trzema pierścieniami murów, kościół warowny w Rumuni, również znajdujący się na liście UNESCO. Do twierdzy podwieźli nas sympatyczni Włosi - muzycy jazzowi, którzy z niezachwianą pewnością przekonywali nas, że w pewnym transylwańskim miasteczku można robi się najlepsze kontrabasy w Europie.

Następnie przyszedł czas na stolicę Transylwanii, czyli Braszów. Miasto ma ładną starówkę i sporo zabytków. Jednak dla nas największą atrakcją okazała się góra w środku miasta. Pod jej szczytem umieszczony jest napis Brasov, wzorowany na słynnym Hollywood. Wspinaczka na górę zajmuje ok. godziny (można też wjechać kolejką). Nagrodą za trud jest wspaniały widok na miasto. W Braszowie warto zobaczyć mury miejskie, Białą i Czarną Wieżę, najwęższą uliczkę w Europie - Strada Sforii oraz czarny kościół.

Przedostatnim punktem naszej wycieczki było Buzau, gdzie obejrzeliśmy wulkany błotne (Paclele Mari). Jest to jedyne takie miejsce w Europie. Wulkany tworzą księżycowy krajobraz - głębokie rozpadliny oraz szare kratery z ciepłym bulgoczącym błotkiem.

Góry Bucegi to wyższy odpowiednik naszych Bieszczad (do ok. 2000 m.n.p.m.). Tutejsze szlaki są doskonale oznaczone - nie sposób się zgubić.
Wybraliśmy się na kilka górskich wycieczek. Najciekawsze to: trasa przez Cabana Miorita do schroniska Babele, koło którego znajdują się ciekawe formacje skalne, przypominające grzybki i babuszki. Stąd zjechaliśmy na dół kolejką podziwiając niesamowite obrośnięte zielenią skały; druga wycieczka warta polecenia prowadziła do jeziora Bolboci. Podczas marszu przez połoniny widzieliśmy stada pasących się owiec, kóz, krów i osłów oraz zapierające dech w piersiach widoki. Przy w schronisku nad jeziorem był czas na herbatę oraz pomoczenie nóg.
Bucegi tak nam się spodobały, że postanowiliśmy tu wrócić na koniec wycieczki. Cel był następujący: zejść najbardziej stromym zejściem, które widzieliśmy z kolejki. Podjechaliśmy na górę kolejką i wybraliśmy się w kierunku najwyższego szczytu Buceg - Omul (2507 m.n.p.m). Nazwa tej góry oznacza po rumuńsku "człowiek" i wzięła się od skały przypominającej ludzką twarz niedaleko od szczytu. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze szczyt Caraiman, gdzie stoi gigantyczny krzyż, podświetlany w nocy. Widoki były śliczne, jasne skały porośnięte trawą, panorama na okoliczne pasma górskie i dolinę Prahovy. W uroczym schronisku Omul zjedliśmy ciorbę i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zejście od schroniska Babele to Busteni okazało się dość trudne. W wielu miejscach pomagały nam łańcuchy, czasami musieliśmy polegać na własnej zręczności.
Szczęśliwie udało nam się zejść na dół i następnego dnia cali i zdrowi byliśmy już w domkach.

FILM   GALERIA