Nad morze 2010

Zachęceni przez optymistyczne prognozy pogody, które opowiadały o nadchodzących falach upałów, zdecydowaliśmy, że najrozsądniej będzie poszukać ochłody nad polskim morzem. Następnego dnia mieliśmy już zarezerwowane bilety i pokoik w Wisełce (mała miejscowość niedaleko Międzyzdrojów na granicy Wolińskiego Parku Narodowego).

Transport. Tym razem podróż była swego rodzaju eksperymentem. Tradycyjny pociąg zamieniliśmy na samolot. Ten pierwszy do Międzyzdrojów jedzie około 8 godzin i kosztuje 100 zł (Inter City), jeśli wybierzemy TLK podróż jeszcze się wydłuży za to zaoszczędzamy 40 zł. Na tym tle samolot (teoretycznie) wygląda rewelacyjnie, bo promocyjne bilety do Goleniowa (koło Szczecina) można kupić już za 80 zł, a leci się zaledwie godzinę. Jednak już na miejscu zaczynają się schody. Lotowskie busiki zapewniają transport tylko do Szczecina, więc by dotrzeć do dworca PKP w Goleniowie trzeba podjechać taksówką (30 zł), lub przy odrobinie szczęścia można złapać busik (3 zł). Potem - godzinka spędzona na peronie i następna w pociągu do Międzyzdrojów (10-15 zł). Na koniec jeszcze busik do Wisełki (5-10 zł) i można cieszyć się morzem. :) Cała podróż łącznie z odprawami zajmuje około 6 godzin. Można ją znacznie skrócić wynajmując busik z Goleniowa nad morze (kosztuje 150-200 zł i zabiera 8 osób).

Kuchnia. Tradycyjną kuchnię nad morzem można sprowadzić do jednego zestawu: rybka, frytki, piwko. Pysznie.

Dzień pierwszy spędziliśmy na spacerze. Wybraliśmy się na wycieczkę plażą z Wisełki do Międzyzdrojów (10 km). Pogoda była idealna 30 stopni, błękitne niebo i cieplutka woda, więc co kilkaset metrów robiliśmy przerwę na kąpiel, z najwyższymi w Polsce klifami w tle. Cudownie. W Wisełce plaża była pustawa, za to w Międzyzdrojach zatłoczona do granic możliwości. Lawirowanie między ludźmi było prawdziwa sztuką. Dodatkowego kolorytu tej scenie dodawali sprzedawcy kawy, piwa, lodów i pierogów.

Drugiego dnia planowaliśmy przejść się nad jezioro Czajcze. Niestety dokładnie w połowie drogi dopadła nas prawdziwie tropikalna ulewa i musieliśmy zawrócić. Po południu przejaśniło się, więc wybraliśmy się na krótszy spacer do latarni morskiej Kikut. Ścieżka prowadziła lasem, a wrócić można było plażą.

Trzeci dzień zaczęliśmy od kąpieli w jeziorku Wisełka. Popływaliśmy kajakiem, a następnie wybraliśmy się na zaległy spacer nad jezioro Czajcze i do Wydrzego Głazu. Wieczór tradycyjnie spędziliśmy na plaży.

Niestety nie starczyło nam czasu aby zobaczyć zagrodę żubrów i punkt widokowy na klifach, ale i tak bardzo je polecamy.

GALERIA