Majówka w Krainie Udonów

Pod koniec marca zaczęliśmy się rozglądać za ciekawym miejscem, do którego moglibyśmy się wybrać na tegoroczną (2013) majówkę. Zupełnie niespodziewanie pojawiła się promocja na bilety do Japonii. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy: czas spróbować prawdziwego sushi.

Transport Do Japonii zabrały nas linie KLM. Wybraliśmy ciekawą opcję, dzięki której mogliśmy polecieć do Osaki i wrócić z Tokio. Zanim zaczniemy opisywać komunikację lokalną zajrzyjmy do słownika: doskonała, świetna, wyborna, znakomita, przednia, perfekcyjna, idealna... Najważniejszym środkiem transportu są koleje, poczynając od linii lokalnych na super szybkim Shinkasenie kończąc. Pociągi są niezwykle punktualne, wszędzie można znaleźć informacje po angielsku, rozkłady są czytelne. Jednym słowem niedościgniony wzór do naśladowania. Tymi samymi słowami moglibyśmy scharakteryzować autobusy, komunikację miejską, tokijskie metro. Wśród turystów popularne są bilety uprawniające do nieograniczonych przejazdów po mieście, regionie lub całej Japonii.

Kuchnia i znów słownik: pyszna, zaskakująca, oryginalna, niebanalna, nieprzewidywalna, szokująca, mdła, odpychająca. Wyjeżdżając do Japonii byliśmy przygotowani na to, że podniebienia japończyków preferują nieco inne smaki niż my i nie zawiedliśmy się. Poniżej prezentujemy kilka ciekawostek kulinarnych.

Sushi - wbrew pozorom nie jest podstawowym składnikiem diety japońskiej. Oczywiście bez trudu można znaleźć fastfoody typu 100 yen sushi, jednak ciągle pozostaje potrawą ekskluzywną. Najlepszego sushi trzeba szukać małych restauracyjkach, w których podawanie ryby z ryżem urasta do rangi sztuki.
Słodycze - oryginalne japońskie słodycze są mdłe i zalatują glonami. Zdecydowanie lepiej wyglądają niż smakują.
Udon - bez wątpienia Japonia udonem stoi. Jest to bulion z mięsną wkładką, w którym pływają różne warzywa wymieszane z makaronem i tajemniczą przyprawą miso.
Soba - kolejna słynna potrawa makaronowa (niech się Włosi wstydzą). Jest to makron z mąki gryczanej podawany prosto z lodówki. Długie śliskie wstążki należy podnieść pałeczkami, zamoczyć w sosiku (szczypiorek, imbir, sos sojowy) i szybko przetransportować do paszczy.

Ludzie - nieśmiali (w autobusie miejsce obok gajdzina było zawsze zajmowane na samym końcu), sympatyczni, uśmiechnięci, eleganccy (słynna populacja salarymanów - zawsze i wszędzie w garniturze), bajecznie kolorowi (dziewczyny na ulicach były jakby żywcem wyrwane z żurnali mody), zwariowani.

Pierwszy tydzień naszej wycieczki spędziliśmy spacerując po Kioto i zwiedzając jego okolice. Szybko odnaleźliśmy się lokalnym klimacie. Rozszyfrowaliśmy komunikacje, zasadę działania automatów z napojami (bez których niewątpliwie ta wysoko rozwinięta cywilizacja upadła by z hukiem), przystąpiliśmy do zwiedzania przepięknych ogrodów i świątyń, a wieczorami z zapałem poświęciliśmy się degustacji miejscowych specjałów (niekiedy z opłakanym skutkiem). Jeszcze wspomnimy o architekturze, niewiarygodnie gęstej zabudowie, miastach ciągnących się na setki kilometrów i śmiesznych kwadratowych samochodach. Jednak najbardziej zafascynowali nas ludzie - to jak się ubierali i zachowywali.

Alpy Japońskie - już sam dojazd w góry dziesiątkami tuneli i wiaduktów był ekscytującym przeżyciem. Potem spacer doliną Kamikochi, spotkanie z małpkami i obiad w tamtejszym schronisku górskim. Ale najprzyjemniejsze wspomnienia będziemy wiązać z kąpielami w publicznych łaźniach w Takayamie i Matsumoto oraz gorących źródłach, z których oglądaliśmy zapierające dech w piersiach widoki na ośnieżone szczyty.

Fudżi olśniewa. Jest o niemal idealny stożek, otulony warstwą popiołów z białą czapeczką na szczycie. Do tego pejzażu można dodać błękit wody, zieleń drzew, biel kwitnących wiśni. W rezultacie otrzymamy widok, który porusza Japończyków od tysięcy lat. W krótkich chwilach, kiedy nie siedzieliśmy wpatrzeni w największy japoński wulkan, jeździliśmy na rowerach, penetrowaliśmy jaskinie i odwiedziliśmy szalony park rozrywki.

W Tokio spędziliśmy ostatnie dwa dni naszej wycieczki. Zdecydowanie zbyt mało czasu, żeby poznać tą wielką metropolię (chyba że analizując schemat metra). O dziwo to gigantyczne miasto zrobiło na nas pozytywne wrażenie - można tu pobłądzić po ulicach z ciekawymi sklepikami, wsiąść w metro i wylądować w zupełnie innej dzielnicy, zobaczyć oświetlone nową nowoczesne budynki.

- Na deser kilka spostrzeżeń:
- Nigdy nie byliśmy w tak dobrze zorganizowanym kraju
- Małe glutowate słodycze czasami warto przydusić przed włożeniem do paszczy
- Angielski w zupełności wystarcza do komunikacji
- Nie jeść zielonych glonów, to znaczy lodów o wiadomym smaku
- Jak sake to tylko z colą
- Zamki należy oglądać tylko z zewnątrz
- Japońskie kibelki - podgrzewaną deską doceniliśmy od razu, do różnych polewaczek, spryskiwaczy i innych funkcji przekonywaliśmy się trochę dłużej.
- Ulubionym sposobem Japończyków na spędzenie wolnego czasu jest stanie w kolejkach (do muzeum, diabelskiego młyna, zamku - nie ważne gdzie ważne jak długo)

GALERIA   FILM