Sylwester nad Nilem

Sylwestra 2011 postanowiliśmy spędzić w Egipcie. Miesiąc przed wyjazdem podpisaliśmy cyrograf sygnowany znakiem All inclusive i w ten sposób trafiliśmy na naszą pierwszą wycieczkę zorganizowaną (Ze względu na niepewną sytuację polityczną w Egipcie baliśmy się samodzielnie podróżować - jak się później okazało niepotrzebnie).

Transport Biuro podróży zadbało o wszystko. Do Egiptu dotarliśmy czarterem, a na miejscu jeździliśmy wynajętymi autobusami, busikami, łódeczkami i bryczkami.

Kuchnia Karmili nas regularnie trzy razy dziennie, a poili bez przerwy. Kuchnia była naprawdę niezła, choć brakowało nam szans na popróbowanie jedzenia w lokalnych knajpach.

Zwiedzanie Pierwszy tydzień spędziliśmy pływając statkiem po Nilu. Rejs rozpoczęliśmy w Luksorze, z którego wypłynęliśmy do Asuanu. Po drodze zwiedziliśmy kilka starożytnych zabytków: w Esna świątynię Chnuma, a w Idfu i Kom Ombo - Horusa, świątynię Hatszepsut oraz niegdyś połączone ze sobą świątynie w Luksorze i Karnaku. Wszystkie zapierają dech w piersiach. Zwłaszcza po zmroku, kiedy ogromne pokryte hieroglifami kolumny oświetlone są żółtym światłem lamp.

Niestety podczas wszystkich wycieczek towarzyszył nam tłum naganiaczy, którzy bez przerwy próbowali nam coś nachalnie sprzedać, prawdopodobnie okraść, a już na pewno oszukać. Na szczęście szybko odkryliśmy, że naganiacze, przed którymi nas ostrzegano, atakują głównie zorganizowane wycieczki i wystarczy odejść kilka metrów od grupy, aby cieszyć się spokojem. Dzięki temu mogliśmy zrobić kilka samodzielnych wycieczek ulicami Luksoru, Asuanu i na koniec Hurghady. Ulice egipskich miast tętnią życiem, pełne są aromatów z małych knajpek i ulicznych straganów. Niemal przed każdym domem można spotkać mężczyznę palącego fajkę wodną. Miasta usiane są niewielkimi meczetami z nieodłącznymi minaretami. Pięć razy dziennie nawoływania na modlitwę tworzą istną kakofonie dźwięków unoszącą się nad miastem.

Na najciekawszą "samodzielną" wycieczkę wybraliśmy się na Elefantynę - małą wyspę na Nilu obok Asuanu, na którą dostaliśmy się lokalnym promem. Na Elefantynie znajdują się (oprócz hoteli) dwie nubijskie wioski oraz ruiny starożytnego miasta.

Wypoczynek Drugi tydzień wycieczki spędziliśmy na plaży w Hurghadzie, gdzie dzielnie znosiliśmy liczne niedogodności: gorące dnie i nieco chłodniejsze wieczory, zbyt obfite posiłki, niewygodne leżaki, kamieniste plaże i za małą rafę koralową z mnóstwem kolorowych rybek. ;-)

Z Hurghady wybraliśmy się na dwie wycieczki. Najpierw popłynęliśmy na większa rafę z niezliczoną liczbą egzotycznych stworzonek, z mureną na szczycie (łańcucha pokarmowego). Druga wycieczka to przejażdżka quadami do wioski beduińskiej położonej gdzieś na pustyni. Na miejscu zrobiliśmy setki fotek, napiliśmy się herbatki i obejrzeliśmy zachód słońca. Jednak największą frajdę sprawił nam nocny powrót quadami do bazy (pustynia + quad + noc = bezcenne).

W ciągu dwóch tygodni udało nam się solidnie wypocząć, sporo zobaczyć i poznać fajnych ludzi. Jednak wycieczki zorganizowane nie są dla nas. Nie mieliśmy poczucia, że jesteśmy w innym kraju o odmiennej kulturze. Otaczali nas Polacy, obsługa i nawet naganiacze starali się mówić po polsku. Gdybyśmy nie wybrali się na kilka samodzielnych wycieczek, niemielibyśmy szans poczuć klimatu arabskiego miasta. Dlatego mamy ochotę wrócić jeszcze kiedyś do Egiptu, ale podróżując na własną rękę.

GALERIA