Chorwacja 2008

Do Chorwacji wybraliśmy się na początku września. Liczyliśmy, że spotkamy trochę mniej turystów, a pogoda wciąż będzie wakacyjna. Podróż zaplanowaliśmy w trzech etapach. Pierwsze cztery dni spędziliśmy w okolicach Splitu, a naszą bazą wypadową był Trogir. Następnie przenieśliśmy się do Paklanicy, a ostatnie dni poświęciliśmy na zwiedzanie okolic Dubrownika. W ciągu dwóch tygodni zjeździliśmy sporą część Dalmacji.

Transport Do Chorwacji polecieliśmy samolotem (tanie linie latają do Splitu i Dubrownika), a na miejscu przemieszczaliśmy się przede wszystkim autobusami. Komunikacja w Chorwacji jest bardzo dobrze rozwinięta (nawet w małych miasteczkach na stacjach można dogadać się po angielsku. Drugim, znacznie przyjemniejszym,) środkiem lokomocji, z którego korzystaliśmy był transport wodny. W całej Chorwacji łódki pływają do setek wysepek, a także wzdłuż lądu. Jedna z linii promowych kursuje wzdłuż całego chorwackiego wybrzeża.

Kuchnia W menu restauracji zdecydowanie dominowały dania włoskie, pizze i makarony. Dużo było owoców morza i przepysznych ryb. Codziennie wracając na kwatery kupowaliśmy owoce: melony, arbuzy, figi. Miały zupełnie inny smak niż te sprzedawane w Polsce. Niemal na każdej uliczce spotykaliśmy odziarnie z fantastycznymi lodami - intensywnymi, o oryginalnych smakach. Jedyną regionalną kuchnią, którą wypróbowaliśmy, była kuchnia bośniacka. Restaurację Taj Mahal znaleźliśmy w Dubrowniku - godna polecenia.

Trogir Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że było to idealne miejsce na rozpoczęcie wycieczki. Male miasteczko, z niesamowitą starówką położoną na wyspie, której budynki i uliczki wyglądają tak jakby niewiele się zmieniły od średniowiecza. Pełno jest restauracyjek pod gołym niebem i zabytków (nie opisuje ich, zbyt wiele miejsca musiałbym na to poświęcić).

Do Splitu popłynęliśmy promem z Trogiru, a podróż zajęła około godziny. Wysiedliśmy na przystani położonej tuż przy starówce i ruszyliśmy na zwiedzanie pałacu Dioklecjana. Pałac wręcz przygniata ogromem. Już sam fakt, że większa część starówki mieści się w jego granicach pobudza wyobraźnię. Niektóre z placów przez które przechodziliśmy, okazywały się komnatami dawnego pałacu. Warto też pobłądzić w jego podziemiach. W Splicie, jak w każdym z miast które odwiedziliśmy, można znaleźć wieżę, wdrapać się na nią i spojrzeć z góry na miasto, morze, wyspy.

Park Narodowy Krka W cenniku ma go niemal każde lokalne biuro podróży. My woleliśmy pojechać tam na własną rękę. Wstaliśmy wcześnie rano, żeby zdążyć na autobus do Szybernika, w którym przesiedliśmy się na bus do Skardina. Na miejscu kupiliśmy bilety i popłynęliśmy łódką w górę rzeki Krka do bram parku. Już po kilku minutach spaceru poczuliśmy się jakby w zupełnie innym świecie. Wypalony słońcem górzysty krajobraz zastąpiła zielona dolina, a w niej ukryte wodospady. Trasa turystyczna pozwalała obejść je dookoła, przy okazji ciesząc oczy fantastyczną roślinnością i widokami. Poniżej pierwszego wodospadu wydzielono część rzeki, w której mogliśmy popływać.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na dłużej w Skarlinie. Zjedliśmy obiad i przeszliśmy się do ruin które widzieliśmy na wzgórzu ponad miasteczkiem. W Chorwacji wspaniałe było to, że gdziekolwiek się zatrzymywaliśmy, zawsze znajdowaliśmy zabytki.

Plaże Ostatni dzień w Trogirze postanowiliśmy spędzić na plaży. Sam Trogir nie oferuje nic specjalnego w tej dziedzinie, ale z przystani kursują łódki na pobliskie wyspy z ładnymi plażami. Należy przygotować się na to, że najczęściej są one kamieniste i żyją w nich stworzonka, do których lepiej się nie zbliżać. Warto zaopatrzyć się w piankowe buciki do kąpieli. Można je dostać na każdym targu. Ewelina miała okazję przekonać się na własnej skórze, jak skutecznie chronią stopy, nawet przed kolcami bestii, którą widać na zdjęciu.

Zadar jest sporym miastem z oryginalną starówką, jednak dla nas stanowił przede wszystkim punkt przesiadkowy. Na szczególną uwagę zasługują organy morskie. Są one wbudowane w promenadę położoną przy starówce. Kiedy wieje wiatr wydają niesamowite dźwięki.

Paklenica to niewielkie miasteczko położone u wejścia do parku narodowego. Spędziliśmy tu trzy dni. W tym czasie odbyliśmy dwie wycieczki w góry. Pierwszym naszym celem był Anica Kuk. Jest to najłatwiej dostępny szczyt, ale i tak bez odpowiedniego obuwia nie warto nawet próbować podejścia. Początkowo szlak prowadził malowniczym wąwozem, w którym sporo ludzi bawiło się w wspinaczkę skałkową, ale na sam szczyt wchodziliśmy już po nagiej skale. Trud wspinaczki wynagrodził nam piękny widok. Dodatkową nagrodą po upalnym dniu spędzonym w górach była kąpiel w morzu.
Na drugą wycieczkę wybraliśmy sie do jaskini Manita Peć. Oprowadził nas po niej sympatyczny przewodnik "poliglota". Jaskinia była nieduża, ale z przepięknymi formacjami skalnymi. Dowiedzieliśmy się też, że pewne stworzonko można znaleźć tylko tu.

Ugljan W planach mieliśmy wycieczkę łodzią do Parku Narodowego Kornati. Niestety spóźniliśmy się na poranny kurs z Zadaru, wiec zdecydowaliśmy, że popłyniemy na wyspę Uglian. Znajduje się na niej malutkie miasteczko Preko, w kórym przyjemnością posiedzieliśmy na plaży. Później wybraliśmy się w głąb wyspy zobaczyć Twierdzę św. Michała, którą wybudowano na najwyższym wzniesieniu wyspy. Na miejsce dotarliśmy po blisko dwóch godzinach błądzenia. Twierdza okazała się solidnie zniszczona, a na jej dziedzińcu postawiono wielki nadajnik radiowy. Na szczęście widoki już tradycyjnie były super.

Do Dubrownika przyjechaliśmy z Paklenicy nocnym autobusem (8 godzin). Stare miasto, otoczone nawet 25 metrowym murem, wyglądało jakby żywcem wyjęte z bajki. Aż trudno uwierzyć, że na prawdę mogło powstać. Po prostu trzeba je zobaczyć, zapuścić się w wąskie uliczki, przejść główną ulicą Stradum i obejrzeć z murów dachy kamienic, a potem pospacerować po Dubrowniku nocą. Koniecznie też poczytajcie o jego historii. Wspomnę jeszcze o morzu - tak czystej, lazurowej wody jeszcze nie widziałem.

Lokrum - malutka wysepka 15 minut łódką od Dubrownika. Popłynęliśmy na nią drugiego dnia. Wyspa przypomina wielki rezerwat przyrody, w którym można zobaczyć najdziwniejsze rośliny. Trafiliśmy też na kilka "plaż". W rzeczywistości były to skały, z których należało schodzić do wody po drabinkach (odważniejsi skakali). Na szczycie wyspy odnaleźliśmy ruiny fortu zbudowanego przez francuzów. Roztacza się z nich piękny widok na wyspę i bliski Dubrownik.

Mljet W pełni zasłużenie uważana jest za jedną z najpiękniejszych wysp Adriatyku. Już sam fakt, że jest zalesiona czyni ją wyjątkową. Dopłynęliśmy na nią promem z Dubrownika. W porcie kupiliśmy bilety do Parku Narodowego, następnie busiki zawiozły nas do rezerwatu. Główną atrakcją, którą zwiedziliśmy, była Wyspa Matki Boskiej z niewielkim klasztorem. Przeszliśmy się też po ogrodzie przyklasztornym i popływaliśmy w ciepłej, krystalicznie czystej wodzie. Po powrocie z wysepki przeszliśmy się na spacer wzdłuż brzegu. Niestety rozkład promów do Dubrownika nie pozwolił nam na długie zwiedzanie.

Do Trsteno wybraliśmy się w ostatni dzień naszego pobytu w Dubrowniku. Przewodnik reklamował, że znajduje się tu cudowne arboretum. W praktyce okazało się ono ładnym, choć trochę zaniedbanym ogrodem. Po jego zwiedzeniu przeszliśmy się jeszcze na skalisty brzeg morza. Mieliśmy wreszcie okazje popływać tylko we dwoje.

Następnego dnia ruszyliśmy w drogę powrotną. Jeszcze raz zdążyliśmy zajrzeć do Trogiru, popływać w nie tak już czystym i kuszącym morzu oraz zjeść kolację w jednej z restauracji pod gołym niebem. Parę godzin później lecieliśmy z powrotem do domu.

GALERIA