Za Wielkim Murem

Pod koniec 2016 roku Qatar Airways rzucił na rynek pulę tanich biletów do Azji. Spontanicznie, nieodpowiedzialnie, bez należytego zastanowienia kupiliśmy dwa bilety do Kantonu. Potem czekało nas długie planowanie. Rozrysowaliśmy wiele wariantów trasy i po kilku miesiącach żmudnych negocjacji zdecydowaliśmy się na odwiedzenie kilku atrakcji w południowo-wschodnich prowincjach.

Duże miasta Każdy kto przyleci do Chin trafia najpierw do jednej z wielkich Chińskich aglomeracji. My wylądowaliśmy w Kantonie. Miasto zachwyca rozmachem - mieszka tu ponad połowa populacji Polski. Wieczorem jest bajkowo oświetlone - warto zobaczyć Canton Tower oraz panoramę wieżowców z brzegu Rzeki Perłowej. Koniecznie trzeba też przejechać się metrem, przepłynąć promem i pospacerować po kantońskich parkach. Dobrym miejscem, aby zobaczyć wielkość miasta jest góra Baiyun.

Góry Chiny oferują całą gamę atrakcji dla turystów górskich. Jest to też szansa na odpoczynek od tłumów - wycieczki z plecakiem nie są popularne wśród Chińczyków, więc na szlakach spotyka się tylko zagranicznych turystów.

Góra Emei to jedna z świętych gór w Chinach. Na jej zboczach jest ponad dwadzieścia świątyń. Wejście na szczyt jest dość męczące - trzy dni po stromych, kamiennych schodach. Wędrowaliśmy w gęstej mgle, dopiero tuż przed szczytem (ponad 3000 m.n.p.m.) czekała nas odrobina magii - weszliśmy ponad chmury i ukazał się nam widok na świat pokryty białym puchem.

Wąwóz Skaczącego Tygrysa: trzydniowy trekking brzegiem wysokiego kanionu z przepięknym widokiem na ośnieżone pięciotysięczniki. Wycieczka kończy się zejściem po drabinkach nas sam brzeg rwącej rzeki.

Tarasy ryżowe Longji. Wzgórza poszatkowane wąskimi poletkami uprawnymi robią duże wrażenie. Niestety część z nich jest już nieuprawiana i zarośnięta. Widok chmur nachodzących na ryżowe pagórki - niezapomniany.

Wycieczki rowerowe Chiny udało nam się zobaczyć również z perspektywy siodełka. Wybraliśmy się na dwie wycieczki. Obie trasy były dobrze oznaczone i popularne wśród chińczyków.

Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy się w okolicach Dali, gdzie przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów wzdłuż jeziora Er Hai. Po drodze podglądaliśmy Chińczyków, którzy robili sobie sesje zdjęciowe nad brzegiem jeziora, w specjalnie przygotowanych do tego punktach widokowych.

Dobrym miejscem na rowerowe eskapady jest też Yangshou. Tu wybraliśmy się na wycieczkę do Smoczego Mostu wzdłuż rzeki Li. Krajobraz w okolicy Yangshou jest niesamowity - wystające z ziemi pionowe skały i wijąca się między nimi rzeka. Mogliśmy zatrzymywać się nad brzegiem i obserwować spływające bambusowe tratwy.

Mniejsze miasta i miasteczka. Najpiękniejszym miastem, które odwiedziliśmy było Zhenyuan. Urocze miasteczko, położone nad samą rzeką, nieco na wyrost nazywane przez Chińczyków Wenecją (sporo jest takich porównań). Odwiedziliśmy też niewielkie Dali - ładna zabudowa i piękne góry w tle. W Leshan obejrzeliśmy największy (w którejś z licznych kategorii) posąg Buddy. I jako ostatni Guilin daje możliwość spacerów nad brzegami kilku jeziorek znajdujących się w centrum miasta i spotkania setek 'zachodnich' turystów.

Kuchnia Jedliśmy głównie w ulicznych knajpkach. Trudno opisać wszystkie smaki jakich doświadczyliśmy w ciągu tych trzech tygodni. Do naszych ulubionych dań należały przeróżne pierożki gotowane na parze (w wersji śniadaniowej lub obiadowej), smażone warzywa z ryżem, uliczne grillowane przekąski, ostro przyprawiane dania z mięsa, warzyw i ryżu przygotowywane w woku, zupy z ryżowym makaronem (niektóre do samodzielnego przygotowania). Udało nam się też zjeść rybę za pomocą pałeczek. Nie można zapomnieć o egzotycznych owocach: durian, longan, marakuja.

Chińczycy Otwarci, ciekawi nas. Mimo, że niewielu z nich zna język angielski, bardzo często podchodzili do nas i próbowali się z nami komunikować, podejrzeć jak gramy w karty, zajrzeć do czytanej przez nas książki w nieznanym dla nich alfabecie. Prawdziwym "szałem" było zdjęcie z obcokrajowcem, zwłaszcza w regionach, gdzie byliśmy jedynymi zagranicznymi turystami. Czasem prosili o wspólne zdjęcie, częściej polowali na nas z ukrycia.

Informacje praktyczne i ciekawostki

Przejazdy Po Chinach podróżowaliśmy komunikacją publiczną - głównie pociągami i autobusami. Chiny mają fenomenalną sieć kolejową: pociągi różnych klas i prędkości - od superszybkich kolei mknących z prędkością kilkuset km/h po wolniejsze pociągi sypialne, w których można podróżować na leżąco również w dzień. Co ciekawe, odprawa bezpieczeństwa przed wejściem na dworzec jest bardziej szczegółowa i długotrwała niż podróż samolotem wewnątrz Unii Europejskiej. Na dworzec nie można wejść bez ważnego imiennego biletu, który jest kilkakrotnie sprawdzany, skanowany i stemplowany. Trzeba też pokazać paszport oraz przejść kontrolę bagażu.

Noclegi Większość hosteli zarezerwowaliśmy wcześniej. Noclegi są bardzo tanie i czyste. Wyzwaniem jest znalezienie hotelu, który nie ma nazwy zapisanej łacińskim alfabetem oraz procedury meldunkowe (wypełnianie druków, skanowanie i kopiowanie paszportów i wiz). Podczas górskich wędrówek znajdowaliśmy noclegi po drodze - w guesthousach. W czasie podejścia na Emei nocowaliśmy też w buddyjskiej świątyni, czego akurat nie polecamy

Ceny Jedzenie i noclegi są dla polskiego turysty bardzo tanie. Zaskakująco drogie są atrakcje turystycznych, bilety wstępu do parków narodowych oraz zorganizowane wycieczki. Bilety mogą kosztować nawet kilkaset juanów, a cena jest taka sama dla obcokrajowców i Chińczyków. Czasami można wynegocjować zniżkę studencką.

Język Dogadywanie się z Chińczykami stanowi nie lada wyzwanie. Tylko niewielu z nich zna język angielski. Większość nie czyta łacińskiego alfabetu tak jak my nie rozróżniamy chińskich znaków. Trzeba było używać gestów i wyobraźni. Z pomocą przychodził tłumacz on-line Baidu (odpowiednik naszego Google). W większości regionów, gdzie byliśmy, nawet obsługa hosteli zna tylko podstawowe słowa po angielsku (lub nie zna ich wcale). Wyjątkiem były nastawione na zagranicznych turystów Yangshou i Guilin. Próbowaliśmy nauczyć się kilku słów po chińsku, jednak żadnego z nich nie udało nam się wymówić prawidłowo, co czasami prowadziło do zabawnych sytuacji (raz gdy pytaliśmy o nocleg zostaliśmy zaprowadzeni do publicznej toalety).

Podsumowując Chiny to niesamowity kraj. Miejsce gdzie tradycja spotyka się nowoczesnością. Gdzie wszędzie czuliśmy się bezpiecznie i mimo dużej bariery komunikacyjnej udało nam się nigdzie nie zgubić i dojechać wszędzie tam, gdzie zaplanowaliśmy.

GALERIA   MAPA