Białowieża 2008

Pierwszy raz do Białowieży wybraliśmy się na weekend w sierpniu 2008 roku i na pewno pojedziemy tam znowu. O innych porach roku, żeby zobaczyć kolejne oblicza puszczy. Zatrzymaliśmy się w gospodarstwie U Heleny i Piotra i z czystym sumieniem możemy je polecić. Warto też wykupić sobie śniadania i obiady (koniecznie poproście o omleta grzybka). My już tradycyjnie wybraliśmy tylko śniadania licząc że na obiad będziemy mogli spróbować lokalnej kuchni i zawiedliśmy się srogo (i tu wielki minus dla restauracji Parkowej).

Pierwszego dnia pobytu w Białowieży wybraliśmy się do muzeum przyrodniczego. Bardzo interesujące miejsce. Szeregi półek z eksponatami zastąpiła ścieżka edukacyjna ze scenami pokazującymi "zwierzęta w ich naturalnym środowisku". ieczorem nad miastem przetoczyła się straszna burza więc resztę dnia spędziliśmy grając karty przy winku.

Plany na następny dzień były bardzo ambitne. Na początek wybraliśmy się na wycieczkę rowerową do miejsca mocy. Większa część drogi położona była w lesie, więc jadąc wypatrywaliśmy żubrów. Niestety bez efektów. Po doładowaniu akumulatorów w punkcie mocy, który podobno był miejscem kultu Prasłowian, ruszyliśmy w dalszą wycieczkę do Rezerwatu pokazowego żubrów i innych stworzeń. Jeszcze tego samego dnia wieczorem wybraliśmy się na przejażdżkę kolejką wąskotorową z Hajnówki nad jezioro Topiło. Klimatyczna wycieczka zajmuje około trzech godzin, w tym godzinę można spędzić leniuchując lub spacerując nad jeziorem.

Ostatniego dnia musieliśmy wstać skoro świt. Razem z gospodarzem, który był także przewodnikiem poszliśmy wg głąb puszczy białowieskiej. I to właśnie fragment puszczy pierwotnej zrobił na nas największe wrażenie - ogromne drzewa, różnorodność roślin. Będziemy musieli tam jeszcze wrócić.

GALERIA