Albania 2012

Nieco wydłużoną majówkę 2012 roku spędziliśmy w Albanii. Kraju nie do końca poznanym i pełnym kontrastów. W ciągu dwóch tygodni przemierzaliśmy bezkresne góry o szczytach pokrytych czapami śniegu, kąpaliśmy się w gorącym Morzu Egejskim i spacerowaliśmy wąskimi uliczkami średniowiecznych miasteczek. Wszystko to udekorowano pozostałościami minionej epoki, a na koniec doprawiono szczyptą dzikiego kapitalizmu

Transport Przed wyjazdem do Albanii naczytaliśmy się wielu negatywnych opinii na temat lokalnej komunikacji. Ludzie narzekali na brak informacji i fatalne drogi... W rzeczywistości było całkiem komfortowo i na pewno oryginalnie. Po kraju przemieszczaliśmy się głównie prywatnymi busikami, pędzącymi z zawrotnymi prędkościami po górskich drogach, a w miejscach do których nie docierała komunikacja bez trudu łapaliśmy stopa.

Kuchnia albańska to rodzaj kotła w którym wymieszano dania wschodu, zachodu i uniwersalną kuchnię śródziemnomorską. Zacznijmy od śniadania, które ograniczało się do wyboru miedzy byrkiem (przekąska z francuskiego ciasta z nadzieniem np. z koziego sera) lub przepysznymi sałatkami Za to wieczorne obiady były prawdziwymi koncertami smaku: świeżutkie owoce morza, grilowane rybki, aromatyczne mięsa, pizze i autentyczne kebaby. Wszystko to podlane niezłymi winami lub zimnym piwkiem. A w ciągu dnia obowiązkowa przerwa na kawę po turecku lub cappucino.

Zwiedzanie Tym razem postawiliśmy na wizualny opis wycieczki - zapraszamy do obejrzenia filmu :)

Jeszcze tylko opiszemy kilka scenek, które nas urzekły lub po prostu zainteresowały:

Ludzie - towarzyscy, przyjacielscy, gadatliwi. Niestety w Albanii bywają problemy z angielskim za to łatwo się porozumieć się po włosku, francusku i grecku. My pogadaliśmy po hiszpańsku i rosyjsku.

Osiołki - doskonały środek lokomocji w górach oraz mniejszych miejscowościach. Mający na drogach takie same prawa jak tysiące mercedesów, które pokochali Albańczycy.

Drogi - w zaskakująco dobrym stanie, remontowane z zasobnej sakiewki Unii Europejskiej

Śmieci - kiedy jeździliśmy autobusami zauważyliśmy, że są one bardzo czyściutkie, a kierowcy gorliwie dbają o porządek. Wszystkie drobne śmieci, papierki i butelki lądowały za oknem. Trudno to zaakceptować.

Bajram Curri - nieciekawe miasteczko na północy Albanii, za to fantastyczni ludzie. Spotkaliśmy tam Amerykanina, który uczył w szkole angielskiego, Albańczyka, który pracował w Anglii z Polakami (więc poczuł się prawdziwym gospodarzem), dwunastoletniego kierowcę, który podrzucił nas w kierunku Valbony i dziadka wypasającego kozy, który ze stoicką cierpliwością tłumaczył nam (po albańsku oczywiście) do czego służą te dziwne konstrukcje.

Szkodra - w kraju, który pokochał mercedesy jest miasto którego mieszkańcy masowo przesiedli się na rowery. Cóż za kontrast.

Zadziwiająca przyroda - gdyby to od nas zależało 3/4 kraju zamienilibyśmy w Parki Narodowe.

FILM   GALERIA   MAPA